Artykuł ze strony parenting.plPod koniec stycznia rodzice uczniów ze Szkoły Podstawowej nr 73 na Pradze-Północ w Warszawie otrzymali za pomocą systemu Librus wiadomość o tytule „Znikająca kreda”. Napisała ją matematyczka, która zasugerowała, że wśród uczniów mogą być złodzieje, bo z tablicy w klasie zniknęło dwa i pół kawałka kredy.Zgodnie z tym, co napisała nauczycielka, w klasie 5a na drugiej godzinie lekcyjnej używano dwóch nowych kred z sekretariatu. Gdy do klasy weszli uczniowie klasy 6a, kreda znikła. Matematyczka wysłała więc do sali klasy 5a uczennicę, by kredę odzyskała. Dziewczyna „wróciła z dwiema innymi kredami otrzymanymi od nauczycielki prowadzącej lekcję z 5a i z prośbą, abym nie oskarżała 5a o zabranie kredy” – pisze w liście do rodziców.W klasie 6a kreda upadła następnie na podłogę i się złamała, a jedna ze złamanych części także gdzieś zniknęła.„Na tablicy były tuż przed dzwonkiem dwie połówki kredy i jedna cała kreda. Po wyjściu z klasy zauważyłam, że są na tablicy trzy kawałki kredy, ale tej samej długości. Ktoś drugą kredę złamał na pół i jeden kawałek kredy (1/2 kredy) zdefraudował. (…) miarka się przebrała” – ciągnie matematyczka.Nauczycielka zagroziła więc uczniom, że jeśli kreda się nie znajdzie, wpisze wszystkim w klasie uwagi. Ostatecznie kreda nie została odnaleziona, matematyczka uwagi wpisała, a uczniowie zawiadomili o sprawie rzecznika praw ucznia.„Takie sytuacje trzeba wyjaśnić, znaleźć winowajcę i położyć kres takiemu procederowi. Teraz to była kreda, niedługo wyniosą mi z sali telefon lub coś innego” – napisała nauczycielka na końcu listu do rodziców.„Gazeta Wyborcza” rozmawiała z dyrektorką szkoły Marzeną Mrozińską, która powiedziała, że „afera kredowa” została już wyjaśniona.– Dla mnie kuriozalna sytuacja. Cały dzień spędziłam na odbieraniu telefonów od rodziców i wyjaśnianiu, że kredy nam w szkole nie brakuje, nie muszą jej kupować – twierdzi.– Nauczycielka wyjaśniła, że nie chodzi o samą kredę, ale o zasadę, bo to się zdarzało już kolejny raz. Mam nadzieję, że do czegoś takiego więcej nie dojdzie. Poprosiłam nauczycielkę, o której mowa, że jeśli coś będzie jej sprawiało problem, jesteśmy w szkole chętni do pomocy – dodaje.

przez Widget

Artykuł ze strony parenting.pl

Pod koniec stycznia rodzice uczniów ze Szkoły Podstawowej nr 73 na Pradze-Północ w Warszawie otrzymali za pomocą systemu Librus wiadomość o tytule „Znikająca kreda”. Napisała ją matematyczka, która zasugerowała, że wśród uczniów mogą być złodzieje, bo z tablicy w klasie zniknęło dwa i pół kawałka kredy.

Zgodnie z tym, co napisała nauczycielka, w klasie 5a na drugiej godzinie lekcyjnej używano dwóch nowych kred z sekretariatu. Gdy do klasy weszli uczniowie klasy 6a, kreda znikła. Matematyczka wysłała więc do sali klasy 5a uczennicę, by kredę odzyskała. Dziewczyna „wróciła z dwiema innymi kredami otrzymanymi od nauczycielki prowadzącej lekcję z 5a i z prośbą, abym nie oskarżała 5a o zabranie kredy” – pisze w liście do rodziców.

W klasie 6a kreda upadła następnie na podłogę i się złamała, a jedna ze złamanych części także gdzieś zniknęła.

„Na tablicy były tuż przed dzwonkiem dwie połówki kredy i jedna cała kreda. Po wyjściu z klasy zauważyłam, że są na tablicy trzy kawałki kredy, ale tej samej długości. Ktoś drugą kredę złamał na pół i jeden kawałek kredy (1/2 kredy) zdefraudował. (…) miarka się przebrała” – ciągnie matematyczka.

Nauczycielka zagroziła więc uczniom, że jeśli kreda się nie znajdzie, wpisze wszystkim w klasie uwagi. Ostatecznie kreda nie została odnaleziona, matematyczka uwagi wpisała, a uczniowie zawiadomili o sprawie rzecznika praw ucznia.

„Takie sytuacje trzeba wyjaśnić, znaleźć winowajcę i położyć kres takiemu procederowi. Teraz to była kreda, niedługo wyniosą mi z sali telefon lub coś innego” – napisała nauczycielka na końcu listu do rodziców.

„Gazeta Wyborcza” rozmawiała z dyrektorką szkoły Marzeną Mrozińską, która powiedziała, że „afera kredowa” została już wyjaśniona.

– Dla mnie kuriozalna sytuacja. Cały dzień spędziłam na odbieraniu telefonów od rodziców i wyjaśnianiu, że kredy nam w szkole nie brakuje, nie muszą jej kupować – twierdzi.

– Nauczycielka wyjaśniła, że nie chodzi o samą kredę, ale o zasadę, bo to się zdarzało już kolejny raz. Mam nadzieję, że do czegoś takiego więcej nie dojdzie. Poprosiłam nauczycielkę, o której mowa, że jeśli coś będzie jej sprawiało problem, jesteśmy w szkole chętni do pomocy – dodaje.

(Feed generated with FetchRSS)