Artykuł z rp.pl Polska postara się o organizację letnich igrzysk w 2036 roku. Prezydent Andrzej Duda trzy tygodnie przed wyborami obiecuje imprezę za kilkanaście miliardów dolarów. Taka deklaracja nic nie kosztuje, ale już same przeprowadzenie olimpijskich zmagań jest przedsięwzięciem, które zawsze przynosi straty. Letnie igrzyska to nie tylko największe, ale także najdroższe wydarzenie sportowe na świecie. Historia uczy, że organizacja zawsze kosztuje więcej niż zakładają gospodarze. Japończycy za przygotowanie imprezy w Tokio oficjalnie zapłacili ponad 12,9 mld dolarów (tyle wyniósł budżet komitetu organizacyjnego), ale niezależni eksperci bilans wydarzenia – storpedowała go pandemia oraz zamknięte trybuny – wycenili znacznie surowiej. Podobny był koszt były igrzysk w Rio de Janeiro, Londynie czy Atenach. Francuzi, także dzięki wykorzystaniu bogatej bazy istniejących już obiektów, chcieli zorganizować igrzyska nawet za połowę tej kwoty, lecz budżet już w ubiegłym roku przestał się spinać i na pewno przekroczy 8 mld dolarów. Gdzie w Polsce mogłyby się odbyć letnie igrzyska olimpijskie Szczegółów olimpijskiego projektu w Polsce nie znamy, na razie jest w nim więcej ambicji niż detalicznego planu. Nieoficjalnie gospodarzem mogłaby zostać Warszawa, ale nic nie wie o tym prezydent stolicy Rafał Trzaskowski. Impreza nie ma więc adresu. Nie wiadomo, które obiekty mogłyby ugościć rywalizację blisko 11 tys. sportowców ani kto za to wszystko zapłaci. Prezydent Duda rzucił jedynie, że odbyłyby się „w największych ośrodkach, gdzie dysponujemy największą bazą”. Słyszymy za to, że w oczach partii rządzącej igrzyska byłyby zwieńczeniem procesu modernizacji Polski. – Rozwój naszego kraju następuje dynamicznie. Zgodnie z rządowymi planami najpóźniej do 2033 roku będziemy mieli 8 tys. dróg ekspresowych i autostrad oraz Centralny Port Komunikacyjny, więc pod względem infrastrukturalnym powinniśmy być gotowi – zapewnia Duda. Minister sportu i turystyki Kamil Bortniczuk, czyli lider wyborczej listy Prawa i Sprawiedliwości w Płocku, przekonywał, że gospodarka naszego kraju kwitnie, dzięki czemu jesteśmy w lepszej kondycji niż Hiszpanie czy Grecy, kiedy ci starali się o organizację igrzysk w Barcelonie (1992) i Atenach (2004). Nie dodał, że w roku przyznania imprezy hiszpański PKB rósł o 3,3 proc., grecki – o 4,8 proc., a polski w tym roku będzie bliski zera. Motywacją do starań o organizację największej imprezy sportowej na świecie według prezydenta był także między innymi sukces tegorocznych igrzysk europejskich, których gospodarzami były formalnie Kraków i Małopolska. Po co Polsce igrzyska europejskie Duda nie wspomniał, że mowa o wydarzeniu, które udało się przede wszystkim na poziomie lokalnym – w mniejszych miastach, na niewielkich arenach. Igrzyska europejskie, które wcześniej organizowały jedynie Baku oraz Mińsk, nie zmieniły swojego statusu i wciąż pozostają w skali świata imprezą drugorzędną oraz – w stosunku do prestiżu – niewspółmiernie drogą. Sama ich organizacja, bez inwestycji w infrastrukturę, kosztowała ponad pół miliarda złotych. Impreza nie wypromowała Polski, a za granicą obserwowano ją z dystansem, z ostatnich stron gazet, choć organizatorzy przekonują, że było jednak inaczej. Transmisje dotarły do 41 krajów, a zawody na trybunach zgromadziły łącznie 171 tys. widzów. Trudno o lepszy dowód, że porównywanie igrzysk europejskich do olimpijskich to zaklinanie rzeczywistości, skoro organizatorzy tych w Paryżu przeznaczyli do sprzedaży 10 mln biletów. Zadowoleni byli uczestnicy, choć na przykład lekkoatleci – nie tylko ci z Polski – zdradzali „Rz”, że nie wiedzą, w jakiej imprezie tak naprawdę biorą udział i dziwili się na wieść o przyznawaniu medali. Dopiero w połowie września szef komitetu organizacyjnego Marcin Nowak ogłosił, że spółka spłaciła długi. „Gazeta Wyborcza” jeszcze w sierpniu informowała, że na pieniądze czeka nawet 140 firm. Koszty były wysokie, zainteresowanie skromne, a splendor – wątpliwy, ale pod względem operacyjnym igrzyska się udały, bo w Polsce nie brakuje ludzi doświadczonych w organizacji wielkich wydarzeń sportowych. Impreza za imprezą. Dlaczego Polska pręży muskuły Bortniczuk podczas Europejskiego Kongresu Sportu i Turystyki w Zakopanem – to impreza współfinansowana przez ministerstwo oraz Małopolskę, której agendę podporządkowano promocji igrzysk europejskich – policzył, że nasz kraj tylko w tym roku zorganizował lub zorganizuje co najmniej 84 imprezy w randze mistrzostw świata, mistrzostw Europy lub Pucharu Świata. Prężymy muskuły i wielki sport faktycznie zapraszamy chętnie. Kilkadziesiąt minut przed wystąpieniem prezydenta premier Mateusz Morawiecki z tej samej sceny ogłosił, że Polska będzie w 2027 roku gospodarzem mistrzostw świata w siatkówce, choć to impreza, którą gościliśmy już w 2014 i 2022 roku. Polacy zgłaszają się po igrzyska w momencie, kiedy zainteresowanie ich organizacją wśród krajów globalnej Północy słabnie. Chęć goszczenia olimpijczyków w 2036 roku zgłosiły na razie Meksyk (Guadalajara, Meksyk, Monterrey, Tijuana), Indonezja (nieistniejące jeszcze miasto Nusantara) oraz Turcja (Stambuł). Niewykluczone, że wkrótce dołączą do tego grona Katarczycy, którzy mają nie tylko pieniądze, ale także obiekty. Infrastruktury sportowej w Polsce brakuje, organizacja igrzysk wymagałaby nie tylko budowy odpowiedniego stadionu, ale zapewne także rozsiania imprezy po całym kraju, co niebawem może być olimpijskim standardem. Prezydent Duda na razie złożył obietnicę. Napisze też list, który trafi do szefa Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) Thomasa Bacha. Droga od słów do rozpoczęcia prac nad kandydaturą jest długa, a niewykluczone, że za kilka tygodni – po 15 października – o organizacji igrzysk w Polsce pomysłodawcy jednak zapomną.

przez Widget

Artykuł z rp.pl
Polska postara się o organizację letnich igrzysk w 2036 roku. Prezydent Andrzej Duda trzy tygodnie przed wyborami obiecuje imprezę za kilkanaście miliardów dolarów.

Taka deklaracja nic nie kosztuje, ale już same przeprowadzenie olimpijskich zmagań jest przedsięwzięciem, które zawsze przynosi straty. Letnie igrzyska to nie tylko największe, ale także najdroższe wydarzenie sportowe na świecie.

Historia uczy, że organizacja zawsze kosztuje więcej niż zakładają gospodarze. Japończycy za przygotowanie imprezy w Tokio oficjalnie zapłacili ponad 12,9 mld dolarów (tyle wyniósł budżet komitetu organizacyjnego), ale niezależni eksperci bilans wydarzenia – storpedowała go pandemia oraz zamknięte trybuny – wycenili znacznie surowiej. Podobny był koszt były igrzysk w Rio de Janeiro, Londynie czy Atenach.

Francuzi, także dzięki wykorzystaniu bogatej bazy istniejących już obiektów, chcieli zorganizować igrzyska nawet za połowę tej kwoty, lecz budżet już w ubiegłym roku przestał się spinać i na pewno przekroczy 8 mld dolarów.

Gdzie w Polsce mogłyby się odbyć letnie igrzyska olimpijskie
Szczegółów olimpijskiego projektu w Polsce nie znamy, na razie jest w nim więcej ambicji niż detalicznego planu. Nieoficjalnie gospodarzem mogłaby zostać Warszawa, ale nic nie wie o tym prezydent stolicy Rafał Trzaskowski.

Impreza nie ma więc adresu. Nie wiadomo, które obiekty mogłyby ugościć rywalizację blisko 11 tys. sportowców ani kto za to wszystko zapłaci. Prezydent Duda rzucił jedynie, że odbyłyby się „w największych ośrodkach, gdzie dysponujemy największą bazą”.

Słyszymy za to, że w oczach partii rządzącej igrzyska byłyby zwieńczeniem procesu modernizacji Polski.

– Rozwój naszego kraju następuje dynamicznie. Zgodnie z rządowymi planami najpóźniej do 2033 roku będziemy mieli 8 tys. dróg ekspresowych i autostrad oraz Centralny Port Komunikacyjny, więc pod względem infrastrukturalnym powinniśmy być gotowi – zapewnia Duda.

Minister sportu i turystyki Kamil Bortniczuk, czyli lider wyborczej listy Prawa i Sprawiedliwości w Płocku, przekonywał, że gospodarka naszego kraju kwitnie, dzięki czemu jesteśmy w lepszej kondycji niż Hiszpanie czy Grecy, kiedy ci starali się o organizację igrzysk w Barcelonie (1992) i Atenach (2004). Nie dodał, że w roku przyznania imprezy hiszpański PKB rósł o 3,3 proc., grecki – o 4,8 proc., a polski w tym roku będzie bliski zera.

Motywacją do starań o organizację największej imprezy sportowej na świecie według prezydenta był także między innymi sukces tegorocznych igrzysk europejskich, których gospodarzami były formalnie Kraków i Małopolska.

Po co Polsce igrzyska europejskie
Duda nie wspomniał, że mowa o wydarzeniu, które udało się przede wszystkim na poziomie lokalnym – w mniejszych miastach, na niewielkich arenach. Igrzyska europejskie, które wcześniej organizowały jedynie Baku oraz Mińsk, nie zmieniły swojego statusu i wciąż pozostają w skali świata imprezą drugorzędną oraz – w stosunku do prestiżu – niewspółmiernie drogą. Sama ich organizacja, bez inwestycji w infrastrukturę, kosztowała ponad pół miliarda złotych.

Impreza nie wypromowała Polski, a za granicą obserwowano ją z dystansem, z ostatnich stron gazet, choć organizatorzy przekonują, że było jednak inaczej.

Transmisje dotarły do 41 krajów, a zawody na trybunach zgromadziły łącznie 171 tys. widzów. Trudno o lepszy dowód, że porównywanie igrzysk europejskich do olimpijskich to zaklinanie rzeczywistości, skoro organizatorzy tych w Paryżu przeznaczyli do sprzedaży 10 mln biletów.

Zadowoleni byli uczestnicy, choć na przykład lekkoatleci – nie tylko ci z Polski – zdradzali „Rz”, że nie wiedzą, w jakiej imprezie tak naprawdę biorą udział i dziwili się na wieść o przyznawaniu medali.

Dopiero w połowie września szef komitetu organizacyjnego Marcin Nowak ogłosił, że spółka spłaciła długi. „Gazeta Wyborcza” jeszcze w sierpniu informowała, że na pieniądze czeka nawet 140 firm.

Koszty były wysokie, zainteresowanie skromne, a splendor – wątpliwy, ale pod względem operacyjnym igrzyska się udały, bo w Polsce nie brakuje ludzi doświadczonych w organizacji wielkich wydarzeń sportowych.

Impreza za imprezą. Dlaczego Polska pręży muskuły
Bortniczuk podczas Europejskiego Kongresu Sportu i Turystyki w Zakopanem – to impreza współfinansowana przez ministerstwo oraz Małopolskę, której agendę podporządkowano promocji igrzysk europejskich – policzył, że nasz kraj tylko w tym roku zorganizował lub zorganizuje co najmniej 84 imprezy w randze mistrzostw świata, mistrzostw Europy lub Pucharu Świata.

Prężymy muskuły i wielki sport faktycznie zapraszamy chętnie. Kilkadziesiąt minut przed wystąpieniem prezydenta premier Mateusz Morawiecki z tej samej sceny ogłosił, że Polska będzie w 2027 roku gospodarzem mistrzostw świata w siatkówce, choć to impreza, którą gościliśmy już w 2014 i 2022 roku.

Polacy zgłaszają się po igrzyska w momencie, kiedy zainteresowanie ich organizacją wśród krajów globalnej Północy słabnie. Chęć goszczenia olimpijczyków w 2036 roku zgłosiły na razie Meksyk (Guadalajara, Meksyk, Monterrey, Tijuana), Indonezja (nieistniejące jeszcze miasto Nusantara) oraz Turcja (Stambuł). Niewykluczone, że wkrótce dołączą do tego grona Katarczycy, którzy mają nie tylko pieniądze, ale także obiekty.

Infrastruktury sportowej w Polsce brakuje, organizacja igrzysk wymagałaby nie tylko budowy odpowiedniego stadionu, ale zapewne także rozsiania imprezy po całym kraju, co niebawem może być olimpijskim standardem.

Prezydent Duda na razie złożył obietnicę. Napisze też list, który trafi do szefa Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) Thomasa Bacha. Droga od słów do rozpoczęcia prac nad kandydaturą jest długa, a niewykluczone, że za kilka tygodni – po 15 października – o organizacji igrzysk w Polsce pomysłodawcy jednak zapomną.

(Feed generated with FetchRSS)